sobota, 7 kwietnia 2012
nie chce mi się żyć
Nie chce mi się żyć i powtarzam sobie, że przy najbliższej dogodnej okazji muszę skończyć ze sobą. I w takiej właśnie chwili najbardziej ponurych refleksji spostrzegam wracających trzech mężczyzn, a jednym z nich jest... Martin. Nie zwracając uwagi na brodacza wstaję z ziemi i biegnę im naprzeciw. Ale widok Martina mrozi mnie zupełnie. Podarte, poszarpane ubranie, rozpruty gips na prawej ręce, podrapana aż do krwi, posiniaczona twarz, usta zakneblowane plastrem. Żyje jednak, a to najważniejsze! 31 Martina prowadzi ten sam młody mężczyzna, który mnie tu przyprowadził. Podtrzymuje go, starając się chronić jego pokaleczone ręce, i to nieco studzi mój początkowy gniew na „brutali". Drugi mężczyzna – starszy znacznie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz